piątek, 7 grudnia 2012

4. Dowód przyjaźni



Wraz z upływającym czasem zaczynały się tworzyć podgrupki. Goście skupiali się w poszczególnych kątach rozprawiając na sobie tylko znane tematy. Rozproszenie zawodników i ich partnerek z czasem stawało się coraz większe: część osób została na dworze, inni siedzieli w kuchni, jadalni albo salonie.
Lili i Zbyszek też znaleźli miejsce dla siebie. Zabierając ze sobą butelkę wódki, karton soku oraz swoje kieliszki i szklanki, przetransportowali się na schody. Blondynka usiadła na podeście, opierając się o ścianę i wyprostowując przed sobą nogi. Chłopak z kolei usiadł stopień niżej, by móc patrzeć się na przyjaciółkę bez schylania głowy. Skierował się twarzą naprzeciw zielonookiej i oparł się plecami o balustradę. Aby było mu wygodniej, położył rękę na nagie kolano dziewczyny.
Rzecz jasna, ten gest w ogóle ich nie krępował. Znali się i przyjaźnili na tyle długo, że kontakt fizyczny przyjmowali jako coś naturalnego. Niejednokrotnie przytulali się i obejmowali, ale żadnemu z nich nigdy nie zabiło mocniej serce.
- A pamiętasz jak się poznaliśmy? – zagadnął brunet.
- Ooo tak – parsknęła śmiechem. – Do końca życia tego nie zapomnę.
***
Piątek, 24 października 2008r.
Szesnastoletnia Lili w burzy oklasków nie potrafiła usłyszeć własnych myśli. Częstochowska drużyna właśnie wygrała tie-breaka z gdańskim Treflem, zaliczając tym samym pierwsze zwycięstwo w sezonie.
Dziewczyna przepchnęła się między dziennikarzami, aby pogratulować bratu dobrej gry. Kiedy jednak zobaczyła, ze rozmawia on z kolegą z zespołu, zatrzymała się. Nie była pewna czy może do nich podejść. Poza tym czuła się trochę niezręcznie, bo pierwszy raz zjawiła się na siatkarskim meczu PlusLigi i nie wiedziała jakie panują tu ograniczenia. Chciała zawrócić i poczekać na Łukasza przed halą, ale chłopak zauważył ją i zawołał.
- To moja siostra – wyjaśnił zawodnikowi z osiemnastką na koszulce.
- Cześć – blondynka wyciągnęła rękę. – Jestem Lili. A ty Zbigniew Bartman, wiem – dodała, zanim zdążył choćby otworzyć usta.
Brunet uścisnął jej dłoń i skrzywił się jednocześnie.
- Wystarczy Zibi – zastrzegł. – „Zbigniew” brzmi wieśniacko.
- Zibi nie lubi swojego imienia – wyjaśnił środkowy.
- Znam ten ból – powiedziała zielonooka. – Ja swojego przez całe przedszkole i pół podstawówki nie potrafiłam znieść, ale ostatecznie się przyzwyczaiłam.
- Lili brzmi o wiele lepiej niż Zbigniew.
- Zależy jak na to patrzeć – wzruszyła ramionami. – Żadnej odmiany nie lubisz? Zbyszek, Zbysio, Zbyś?
Bartman popatrzył na nią rozbawiony i pokręcił głową.
- Zbychu? – zaproponowała Wiśniewska.
- No ewentualnie – zgodził się, parskając śmiechem. – Słuchajcie, w zasadzie to chciałem się zapytać – siatkarz zwrócił się do blondyna – czy masz ochotę upodlić się dziś alkoholem u mnie. Możecie przyjść razem, jeśli nie macie innych planów.
Łukasz obiecał, że przemyślą propozycję. Siostra zostawała u niego na weekend, więc ostatecznie pojawili się na tamtej imprezie.
- Co ty robisz? – zapytał chłopak, gdy zostali sami.
Zielonooka popatrzyła na niego zdezorientowana.
- Zibi ma dziewczynę – odezwał się jej brat. – Nawet się na niego nie nastawiaj.
***
- Cooo?! – brunet wybuchł śmiechem, przerywając opowieść przyjaciółki. – Wiśnia myślał, że ty mnie podrywasz?
- Zryło go na mózgu, ale tak.
- Ale ja się nie czułem podrywany. Wiem, że temat na pierwszą rozmowę był nietypowy, tylko, że mnie to bawiło. Oryginalni byliśmy.
- Ja cię nie podrywałam. Łukaszowi się coś ubzdurało, lecz szybko mi uwierzył, że traktowałam cię tylko jako kolegę.
- Zniszczyłaś mi system. Dlaczego wcześniej mi nie opowiedziałaś o jego teoriach?
- Nie wiem, jakoś tak wyszło – wzruszyła ramionami. – W każdym razie od początku cię lubiłam.
- Bo to co nas łączy jest wyjątkowe – uśmiechnął się chłopak.
- Zgadzam się. Nawet nie wiesz jak mnie wkurwia to całe gadanie, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje.
- Ooo tak, mnie też! – ożywił się siatkarz. – Bo wiesz, oni mówią, że zawsze z którejś strony pojawi się miłość i wtedy wszystko bierze w łeb. A u nas to jest takie czyste. Bo my oboje się tylko lubimy.
- Dokładnie! Ja na przykład nie wyobrażam sobie, że miałabym się w tobie zakochać. To znaczy, nie obraź się, jesteś naprawdę zajebistym kolesiem, ale ja cię kocham tylko jak brata.
- Wiem co masz na myśli. Dla mnie to byłoby dziwne, gdybym nagle zaczął się całymi dniami rozwodzić jaka jesteś piękna. Wiesz, ja to zauważam, każdy to zauważa, ale mnie to nie rusza. Tak samo jak ja ciebie. Ja też cię kocham, ale tylko jako przyjaciółkę.
- I to jest właśnie najlepsze.
- Wiesz co! – brunet nagle się poderwał. – Ja na przykład sądzę, że mógłbym cię pocałować, a to nic by między nami nie zmieniło.
- No pewnie nie – przyznała dziewczyna.
Zbyszek uśmiechnął się w dobrze znany jej sposób. Blondynka wiedziała, że sportowiec właśnie podjął decyzję. Zawsze się tak uśmiechał, gdy chciał zrobić coś nieodpowiedniego. W tej sytuacji nietrudno było się domyślić co chodziło mu po głowie.
- Ooo nie! – powiedziała ostrzegawczo Wiśniewska. – Nie zgadzam się.
- Liliii… - jęknął. – Przecież ustaliliśmy, że kochamy się jak przyjaciele.
- Wiem.
- No to w czym problem? Boisz się, że ten pocałunek coś między nami zmieni?
Zielonooka spojrzała na niego zaskoczona.
- Nie! – zaprotestowała. – Oczywiście, że to nic nie zmieni. Ale masz Roksanę. Powinieneś się zachowywać fair w stosunku do niej. I ja też.
- Och, skończ. Roksana wie, że nic między nami nie ma. I nie musi o tym wiedzieć. Poza ty, ja jej nie zdradzam, tylko przeprowadzam eksperyment.
- „Eksperyment”? – powtórzyła powątpiewająco dziewczyna. – Bezsensowny ten eksperyment, skoro znasz wynik końcowy. Nazwałabym to raczej dowodem przyjaźni.
- No widzisz, daj mi w takim razie dowód przyjaźni.
Chłopak popatrzył na nią wyczekująco. Blondynka westchnęła ciężko. Zdawała sobie sprawę, że wszystko teraz zależy od niej. Przyjaciel do niczego jej nie zmuszał. Owszem, namawiał ją do tego czynu, ale Lili wiedziała, że traktuje to wszystko zupełnie niepoważnie. Dla Bartmana była to tylko zabawa. Znała go od czterech lat i miała pewność, że brunet wymyślił ten pocałunek tylko po to, żeby coś się działo.
Zielonooka toczyła ze sobą prawdziwą walkę. Z jednej strony uważała, że to kompletnie poroniony pomysł. Skoro jej przyjaźń ze Zbyszkiem jest taka „czysta” to nie powinno się w niej pojawiać takie wydarzenie jak całowanie się. Poza tym w jakiejś części jej umysłu, tej, która nie została zamroczona przez alkohol, dzwonił alarm i wyła syrena. Obawiała się, że mimo ich najszczerszych chęci coś się jednak zmieni. To na pewno będzie krępująca sytuacja. Z drugiej strony miała ochotę pocałować swojego przyjaciela. Już na samą myśl o tym śmiech wkradał się jej na usta. Przecież to byłaby ich najbardziej zwariowana akcja w życiu. Zresztą nikt nie patrzył. Korciło ją, żeby wykonać ten eksperyment.
Tak też zrobiła. Pochyliła się nieco do przodu. Chłopak zrobił to samo i ich wargi połączyły się w pocałunku. Na początku delikatnym, by niemalże natychmiastowo przejść w namiętny i gwałtowny. Zielonooka odruchowo przymknęła powieki. Taniec ich języków trwał – w odczuciu dziewczyny – długo. Zdecydowanie za długo, choć w rzeczywistości minęło zaledwie parę sekund. Gdy się od siebie odsunęli, Lili miała ochotę wyłączyć swoją świadomość. Nie chciała w ogóle myśleć. O niczym.
- Teraz musimy wypić za naszą przyjaźń – stwierdził Bartman.
- Której nic nie zniszczy – uśmiechnęła się blondynka.
Stuknęli się kieliszkami. Potem wrócili do swojej rozmowy, ani słowem nie wspominając o przeprowadzonym eksperymencie. Oboje zachowywali się jakby nic się nie stało. I tak też się czuli. Jedynie alkohol zaskakująco szybko znikał z butelki.
***
Łukasz razem ze swoją siostrą wrócili do mieszkania około trzeciej w nocy. Zielonooka rzuciła się na swoje łóżko, przeklinając samą siebie za swoją głupotę. Niesamowicie kręciło się jej w głowie i doskonale wiedziała, że rano przywita ją okropny kac. Zawsze tak było. Zawsze po dłuższej rozłące z Zibim, on ją doprowadzał do takiego stanu. Narzucał tempo mordercy, a ona nigdy nie potrafiła odmówić, bo przecież trzeba oblać spotkanie. Kłopot w tym, że później trzeba je też odpokutować. 

Zrobiłam mały research i spokojnie, Zibi w sezonie 2008/2009 naprawdę grał z "18", a nie "9". I Wiśnia wtedy też był zawodnikiem Częstochowy. Dokładnie sprawdziłam te informacje :P
Jak się Wam podoba nowy szablon? Ja jestem nim po prostu zachwycona *___* Wykonała go dla mnie Lizz Kaviste. Dziękuję jej za to!