piątek, 14 lutego 2014

57. Wigilia


Święta Bożego Narodzenia u Wiśniewskich zawsze były obchodzone bardzo rodzinnie. Co roku wszyscy zjeżdżali się do Włodawy, aby wspólnie celebrować te trzy dni. Kolacja wigilijna zazwyczaj odbywała się w ogromnym, dwupiętrowym domu Lili i Łukasza, więc od rana po niewielkiej kuchni kręciły się kobiety: od mamy dziewczyny, przez ciocie i kuzynki, po nią samą. Kiedy płeć żeńska zajmowała się gotowaniem, mężczyźni przystrajali dom w różnego rodzaju ozdoby: kolorowe lampki, świąteczne stroiki albo figurki świętych Mikołai. Najstarsi w rodzinie zabawiali tych najmłodszych, starając się przepędzić nudę w oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę.
Około siedemnastej wszyscy zasiedli do stołu. Blondynka ubrana w ciemnoszarą sukienkę z długim rękawem, tradycyjnie zajęła miejsce między swoim bratem a młodszym o dwa lata kuzynem. <STRÓJ> Nadrabiając rozmową miesiące rozłąki tym razem nie tylko Łukasz był w centrum uwagi, ale także jego siostra. Oboje opowiadali jak mieszka im się w Kędzierzynie i odpowiadali na mnóstwo pytań.
Po zjedzonej kolacji wszyscy przeszli do przestronnego salonu, w którym stała choinka. Pod nią zostały ułożone stosy prezentów. Tradycyjnie najmłodsi jako pierwsi rzucili się w ich kierunku. Kiedy dzieciaki zajęły się podarunkami, do rodzeństwa podszedł ich dziadek.
- Łukasz, co tam słychać u Zbyszka? – zapytał bez ogródek, a zielonooka cała zesztywniała.
Pan Wiesław, bo tak nazywał się ojciec ich mamy, był wielkim fanem ich przyjaciela od pierwszego ich spotkania. Co więcej, już po tamtej wizycie, mężczyzna uznał, że z atakującego i blondynki byłaby wspaniała para. Do staruszka nie docierały argumenty jego wnuczki, że między nią a chłopakiem istnieje tylko i wyłącznie przyjaźń, będąc święcie przekonanym, że w głębi duszy Lili kocha Bartmana. Albo on ją. Dziadek uparcie ignorował fakt, że brunet chodził z Roksaną, a Wiśniewska nie ma zamiaru wtrącać się w ich związek. Pan Wiesław przy każdej okazji do składania życzeń wspominał o Zbyszku i zawsze o niego wypytywał, kiedy widział się z wnuczką. Tak stało się również dzisiaj: najpierw, przy łamaniu się opłatkiem, życzył jej, aby w końcu mu przedstawiła Bartmana jako swojego narzeczonego („no przecież mieszkacie już w jednym mieście, nie ma żadnych wymówek, tylko trzeba działać!”), a teraz tak zwyczajnie zagadnął ich o chłopaka.
Zielonooka posłała bratu ostrzegawcze spojrzenie, błagając go w myślach, by nie powiedział o zerwaniu z Roksaną. Blondyna zawsze śmieszyły insynuacje i wielkie ślubne plany ich dziadka. Dziewczyna nie wykluczała możliwości, że środkowy powie prawdę z czystej złośliwości, a później będzie umierać ze śmiechu obserwując jej udręki. Jeśli chodziło o Lili, była to ostatnia rzecz na jaką miała aktualnie ochotę. To nachalne swatanie porządnie ją irytowało nawet gdy traktowała Bartmana jako przyjaciela. Teraz, kiedy się w nim zakochała, teksty staruszka jedynie niszczyły jej samopoczucie.
- Wszystko w porządku – uśmiechnął się Łukasz. – Wiesz, że Lilka idzie z nim na wesele Marcina i Hani?
Pan Wiesław wyglądał jakby trafił szóstkę w totka.
- Czemu się nie pochwaliłaś? Widzisz, mówiłem ci, że będziecie razem!
- Idę z nim jako przyjaciółka – zaprotestowała.
- Och, tak się mówi – zbagatelizował dziadek.
W tym momencie do blondynki podeszła jedna z jej najmłodszych kuzynek, wręczając jej paczkę. Na ozdobnym papierze było napisanych kilka słów. „DLA LILIASI OD ZIBIEGO”. Od imienia przyjaciela pionowo w dół odchodziły litery układające się w kolejne słowa. „DLA LILIASI OD Z(ARĄBISTEGO) I B(ARDZO) I(NTELIGENTNEGO) E(LOKWENTNEGO) G(ADAJĄCEGO) O(SŁA)”. Wiśniewska parsknęła śmiechem, a jednocześnie poczuła nieopisany smutek. Może atakujący ostatnio zachowywał się dziwnie, ale wciąż traktował ją jak przyjaciółkę. Rozwinięcie jego imienia najlepiej to udowadniało.
- Przyjaźń to pierwszy i ostatni krok do miłości – stwierdził mężczyzna.
Lili musiała się stąd wyrwać. Zdawała sobie sprawę, że za chwilę się rozpłacze. O ile do tej pory udawało się jej radzić z tą sytuacją bez większego rozpaczania, tak teraz nie wytrzymała. Ta cudowna dedykacja, słowa dziadka i świąteczna radosna atmosfera, która paradoksalnie zamiast wprawić ją w dobry nastrój, dodatkowo dołowała – wszystko to razem złożyło się w okropny ból. Skłamała, że idzie zadzwonić do Zbyszka, aby podziękować mu za prezent i niemal wbiegła na poddasze, gdzie znajdował się jej pokój. Opadła na swoje łóżko, a łzy popłynęły po policzkach.
Niestety, im dłużej płakała, tym bardziej fatalnie się czuła. Nie miała pojęcia skąd wzięło się przekonanie, że płacz pomaga, bo wcale nie pomagał. A przynajmniej w swoim przypadku nie widziała poprawy. Wręcz przeciwnie, było coraz gorzej. Nie wiedziała jak zdoła się ogarnąć i wrócić na dół, do rodziny, udając, że wszystko jest w porządku.
Okazało się, że wcale nie musiała wracać do najbliższych, bo to oni przyszli do niej. Lili nie słyszała kroków, więc gdy brat otworzył drzwi jej małego królestwa, dziewczyna podskoczyła ze strachem. Popatrzyła na niego oczami lśniącymi od łez w blasku świątecznych dekoracji wywieszonych w oknie. W pierwszej chwili chciała otrzeć twarz i skłamać, że nic złego się nie stało, lecz szybko uświadomiła sobie bezsensowność tego czynu. Przecież on już i tak wszystko zobaczył.
Chłopak usiadł obok blondynki i, nic nie mówiąc, przytulił ją do siebie. Wiśniewska wybuchła jeszcze bardziej żałosnym płaczem, obejmując siatkarza. Nie miała pojęcia ile minęło czasu zanim zdołała się jakoś uspokoić. Łukasz podał jej paczkę chusteczek, patrząc na nią z troską.
- Lilka, co się dzieje? – zapytał. – Wiem, że coś jest nie tak, znam cię. Biegasz codziennie i wmawiasz mi, że się przyzwyczaiłaś, ale wiem, że to nieprawda. Teraz idziesz niby zadzwonić do Zibiego, nie biorąc ze sobą komórki – blondyn podał jej telefon.
Zielonooka spojrzała ogłupiała na swoją Nokię. Jak mogła popełnić taki banalny błąd?!
- Błagam cię, powiedz mi o co chodzi – poprosił.
Siostra zerknęła na niego, po raz kolejny dostrzegając jak bardzo się o nią martwi. Nie miała serca ponownie go okłamywać. Nie w Wigilię. I nie po tym jak ją pocieszał, nie wiedząc jeszcze dlaczego musi to robić.
- Zakochałam się – wyznała. – W Zibim.
Chłopak otworzył usta ze zdziwienia, niezdolny do wyduszenia z siebie choć słowa. Blondynka nie mogła się nie uśmiechnąć na widok jego miny. Poczekała chwilę aż brat wyjdzie z szoku i zaczęła mu wszystko opowiadać. Od samego początku – od ich pocałunku na imprezie integracyjnej. Opisała jak stopniowo zaczęła zauważać, że reaguje inaczej na jego dotyk, spojrzenia, przyjacielskie gesty i jak zrozumiała, że go kocha. Przyznała, że to ona przyczyniła się do jego rozstania z Roksaną, a następnie przeszła do najnowszych wydarzeń: dziwnego zachowania atakującego, jego dociekliwych pytań oraz coraz mniej sensownego biegania, które kompletnie nie pomagało w pozbyciu się trosk.
- Wiem, że to głupie – powiedziała. – Mamy święta, a ja zamiast cieszyć się ze spotkania z rodzicami i całą resztą, siedzę w pokoju i wpadam w depresję.
- Wcale nie – zaprotestował sportowiec. – Boże Narodzenie to taki czas, który chce się spędzić z osobami na których nam zależy. Skoro zakochałaś się w Zibim, to normalne, że będziesz o nim myśleć. Ja też bym wiele oddał, żeby Ilona tu teraz była.
- Tylko, że tobie i Ilonie się układa. A ja z Zibim na zawsze zostaniemy przyjaciółmi. Ta miłość do niego jest mi potrzebna jak zęby w dupie.
Łukasz parsknął śmiechem, ale po chwili spoważniał i przytulił siostrę.
- Jakoś to będzie. Szkoda, że nie przyznałaś się mi tak późno. Przy niektórych z tych przykrych dla ciebie zachowań Zibiego byłem obecny, więc mogłem go przystopować.
- Myślałam, że coś mu zrobisz za ten pomysł z pocałunkiem. I w ogóle było mi wstyd.
- Daj spokój, przecież bym go za to nie pobił. Zwłaszcza, że Zibi nie pamięta tego pocałunku. Choć przyznam, że nie spodziewałem się po nim czegoś takiego.
Dziewczyna westchnęła.
- Wróćmy na dół. I tak siedzimy tutaj za długo. Ty chyba musisz sobie to najpierw ułożyć w głowie, bo widzę, że trochę niedowierzasz.
Wiśniewski zgodził się z zielonooką. Kiedy weszli do salonu, rodzice posłali im spojrzenie pełne wyrzutu, ale powstrzymali się od komentarzy. Zresztą oboje wiedzieli co by usłyszeli. „Nie dość, że mieszkacie razem, to jeszcze w Wigilię wychodzicie, żeby sobie pogadać. Bez przesady”. Rodzeństwo postanowiło udawać, że nie wydarzyło się nic specjalnego. Usiedli obok siebie i włączyli się w wspólny śpiew kolęd.

Kocham Glee ok ♥ Nie chciałam tutaj dawać piosenek z tego serialu, ale ta z dzisiejszego odcinka pasowała idealnie. Jak dla mnie to najlepszy utwór o przyjaźni :')