Sobotniego popołudnia przyjaciółki
udały się na wspólne zakupy. Początkowo miała im towarzyszyć również Lili, ale
dziewczyna razem ze swoim bratem z samego rana wyjechała do Włodawy, aby
spędzić Boże Narodzenie w domu. W zasadzie, to może nawet lepiej, że tak się
stało, bo Ilona mogła szczerze porozmawiać o wszystkich swoich wątpliwościach,
które zrodziły się w niej podczas przymierzania różnych sukienek. Wcześniej blondynka
nie zdawała sobie z nich sprawy. Jedyne, co zaprzątało jej głowę, to stanowcze
ultimatum postawione jej przez córkę prawników poprzedniego dnia.
- No dobra, na co się
zdecydowałaś? – spytała Inga ubrana w szare dżinsy oraz białą bluzkę z
fioletowym napisem. <STRÓJ>
Szarek, która założyła tego dnia
dżinsy i różowy sweter odkrywający ramiona, westchnęła. <STRÓJ> Brązowooka
stwierdziła, że młoda matka nie może pójść na wesele w sukience, która zakryje
ją od stóp po szyję, mimo, że dziewczyna w takim stroju czułaby się najpewniej.
Witaszek uważała, że Ilona musi przełamać się choćby dlatego, że wyglądałaby
śmiesznie na tle pozostałych gości. A córka prawników nie zamierzała do tego
dopuścić i przedstawiła przyjaciółce kilka wytycznych. Żadnych workowatych
kreacji w ponurych kolorach. Żadnego zakrywania szyi. Sukienka mogła
maksymalnie sięgać za kolano. Jedyna na co niebieskooka miała wpływ to decyzja,
którą część ciała wyeksponować bardziej. Blondynka mogła wybrać czy chce założyć
sukienkę z dekoltem i jednocześnie nieco dłuższą, by zakryć nogi czy też na
odwrót.
- Może będę tego żałować – zaczęła
młoda matka – ale chyba wolę wysoki dekolt i pokazać nogi. I tak będę mieć je
odkryte, więc nie zrobi mi różnicy jeśli pokażę ich więcej… Tak sądzę.
- Ja wiem, że najchętniej
założyłabyś habit, ale my idziemy na wesele, a nie na święcenia zakonne. Nie pozwolę,
żebyś wyglądała jak dziwadło.
- To samo mówiłaś mi wczoraj, nie
musisz powtarzać – westchnęła Szarek. – Ja rozumiem, ze nie mogę się cała
zakryć, tylko… mam nadzieję, że uda mi się przełamać i że nigdzie nie ucieknę. Pamiętasz
co się działo na naszej pierwszej imprezie z Lili?
- Pamiętam – potwierdziła brązowooka.
– Ale wtedy uciekłaś, bo przystawiał się do ciebie jakiś obcy chłopak. Teraz będziesz
bawić się z Wiśnią, a jemu przecież ufasz.
- To racja – zgodziła się.
Inga odpowiedziała uśmiechem. Blondynki
udały się w swoiste tournée po sklepach. Ku zaskoczeniu Ilony, przyjaciółka
żywiła wobec niej spore pokłady cierpliwości. Dzielnie znosiła wszystkie jej pojękiwania,
brak pewności siebie czy wzbranianie się przed przymierzaniem niektórych
sukienek. Zamiast na nią wrzeszczeć, Witaszek okazała jej ogromne wsparcie. Co bardziej
zaskakujące (a może podejrzane), dziewczyna bez słowa komentarza przyjmowała
kolejne rezygnacje niebieskookiej z kupna danej kreacji.
Do czasu, kiedy młoda matka zatrzymała
się przed jedną z witryn.
- Ta sukienka jest śliczna –
stwierdziła z zachwytem, pokazując manekin.
- Ładna – przyznała jej
towarzyszka. – Chodźmy ją przymierzyć.
Zadowolenie dziewczyny zniknęło
chyba jeszcze szybciej niż się pojawiło. Po założeniu ubrania Szarek nie była
już tak oczarowana i wyglądała jakby chciała zapaść się w sobie.
- Możemy iść dalej – oznajmiła córce
prawników. – Jednak miałam głupi pomysł.
- Czemu? Według mnie wyglądasz
świetnie!
- Ale się tak nie czuję. Nie pokażę
się tak publicznie – zaprotestowała Ilona.
- Nie przesadzaj. Nie możesz tak
ciągle robić. Do tej pory odrzuciłaś wszystkie sukienki, które przymierzyłaś. Wiesz
jaki z tego płynie wniosek? Że zawsze będziesz czuć się niekomfortowo. A jako,
że od początku miałyśmy jasną umowę co do tych zakupów, wychodzi na to, że
musisz się po prostu przełamać. Nie pójdziesz na to wesele w worku.
- W takim razie nie pójdę wcale.
Witaszek rzuciła przyjaciółce
wymowne spojrzenie.
- Nie żartuj sobie. Według mnie
powinnyśmy kupić tą sukienkę.
- Nie.
- Dlaczego? Przecież sama ją
wybrałaś. I jest dokładnie taka jaką chciałaś: z zabudowanym dekoltem i
odsłoniętymi nogami.
- Za bardzo odsłoniętymi nogami.
- Nieprawda – prychnęła Inga. – Są
odsłonięte w odpowiednich proporcjach. Wiśnia będzie zachwycony.
- No właśnie – mruknęła blondynka,
czerwieniąc się jak piwonia.
- Słucham? – spytała córka
prawników, wyraźnie zbita z tropu.
Szarek wbiła wzrok w podłogę i,
choć wydawało się to nieprawdopodobne, zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
- Nie wiem sama czy gorsze byłoby
pokazanie się w tej sukience tylu obcym osobom czy samemu Łukaszowi. Świadomość,
że on może o mnie myśleć albo patrzeć w ten
sposób… wiesz co mam na myśli… to najgorsze co mogłoby mi się przytrafić. Poza tym…
jeśli ubiorę tą sukienkę, która jest tak krótka, wyślę mu chyba jakiś sygnał,
prawda? A Łukasz musi zrozumieć, że życie ze mną to jak celibat. Dożywotni.
Brązowooka wybuchła śmiechem. Nie zrobiła
tego, aby zlekceważyć obawy młodej matki. Wręcz przeciwnie, dziewczyna
doskonale je rozumiała i współczuła przyjaciółce, że musi się z nimi zmagać. Nie
trzeba było być geniuszem, by domyślić się, że po takim przeżyciu jak gwałt
Ilonie będzie trudno zbliżyć się do jakiegokolwiek mężczyzny. Witaszek zdawała
sobie sprawę z tego jak dużo czasu zajęło niebieskookiej zwykłe obdarzenie
Wiśniewskiego zaufaniem. Gdyby siatkarz zrobił coś, co mogłoby zostać
zinterpretowane jako aluzja do seksu… cóż, to zrujnowałoby wszystko, co udało
im się zbudować.
Inga rozumiała obawy blondynki,
lecz nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Określenie „dożywotniego celibatu”
szczerze ją rozbawiło.
- Wcale nie żyjesz w dożywotnim
celibacie – zaprotestowała brązowooka, gdy się nieco uspokoiła.
- Owszem, żyję.
- Przestań – powiedziała poważniej.
– Jesteś taka sama jak każda inna dziewczyna. Po prostu będziesz potrzebować
więcej czasu, żeby zdecydować się na tej krok, ale to nie znaczy, że go nie
wykonasz. I jeśli założysz tą sukienkę (a uwierz mi, że naprawdę wyglądasz w
niej bosko), to wcale nie wyślesz Wiśni żadnego sygnału. No, chyba że taki, że
dobrze zrobił, że wybrał ciebie. Poza tym, ja też ubiorę sukienkę odsłaniającą
nogi. Myślisz, że to jest mój sygnał dla Antka, że go zapraszam do łóżka?
***
Stanął przed jej drzwiami z bukietem róż w ręce. Nacisnął dzwonek, a po
chwili w progu pojawiła się Lili ubrana w czarne spodenki z białą kratę,
ciemnozieloną bluzkę oraz szarą bluzę z myszką Miki. Na kolana miała
naciągnięte coś, co wyglądało na wełniane pończochy. <STRÓJ>
- Andrzej… - wypowiedziała jego imię. – Nie spodziewałam się ciebie.
- Mogę wejść?
- Wyglądam jak dziwadło.
- Nieprawda, wyglądasz słodko. Proszę, te kwiaty są dla ciebie.
Blondynka podziękowała mu uśmiechem. W tym momencie obok nich pojawił
się Zbyszek Bartman.
- O rany, czy ty konkurujesz z Tyszką i Wolańskim na najgłupszy strój?
- Możesz przestać ciągle się nad nią znęcać? – wtrącił się chłopak.
- To nie jest znęcanie się, tylko szczerość – warknął atakujący.
- Nie pomyślałeś kiedyś, że ta szczerość mnie rani? – zapytała zielonooka.
- Wolałabyś, żebym był fałszywie miły?
***
Wiśniewska poruszyła się na
fotelu, przebudzając się ze snu. Dziewczyna miała na sobie białe spodnie z
czarnym paskiem wzdłuż nogawki, tenisówki tego samego koloru oraz szarą bluzkę.
<STRÓJ> Kiedy uniosła powieki, za szybą samochodu zobaczyła przesuwające
się pola i mijane ciężarówki. Lili właśnie wracała ze swoim bratem do rodzinnej
Włodawy, by spędzić tam choć kilka świątecznych dni. Jednak zbliżające się
spotkanie z najbliższymi nie zawracało jej teraz głowy.
Dlaczego nawet w snach jej
przyjaciel musi być wobec niej taki oschły? Można by się spodziewać, że
przynajmniej w tej formie wszystko potoczy się po jej myśli, a tymczasem stało
się zupełnie na odwrót. Poza tym, jak miała interpretować sytuację, która się
jej przyśniła? Czy już do końca życia jest skazana na nieodwzajemnioną miłość
do bruneta? Czy będzie musiała wplątywać się w fikcyjne związki z chłopakami,
do których nic nie czuła, tylko po to, żeby nie być samą? Nie chciała takiej
przyszłości, a jednocześnie nie widziała dla siebie innego rozwiązania.
Tak jak się obawiałam, jednak nie dałam rady napisać rozdziału. Teraz już wszystko wraca do normy :P Wiem, że mam zaległości na Waszych blogach, ale do niedzieli wszystko nadrobię, obiecuję!