piątek, 6 września 2013

35. Trudne decyzje




„Chyba mam już dość życia w kłamstwie”. Słowa Roksany odbijały się w głowie blondynki niczym natrętna mucha. Na początku były jedynie zbitkiem wyrazów. Dopiero po chwili dziewczyna uświadomiła sobie ich znaczenie.
A więc doczekała się tego momentu. Od kiedy zgodziła się na pocałunek ze Zbyszkiem, wiedziała, że w końcu nastąpi ten dzień, w którym zmierzy się z koleżanką i jej oskarżeniami. Co prawda, od jakiegoś czasu kompletnie o tym wszystkim zapomniała. Naiwnie wierzyła, że skoro przez kilka miesięcy prawda nie wypłynęła na wierzch, to tak już pozostanie na zawsze. Myliła się. Drugi grudnia dwa tysiące dwunastego roku – data, która wyryje się w jej życiu paskudną, czarną dziurą. Za chwilę straci dwójkę przyjaciół: dziewczynę, którą naprawdę lubiła i chłopaka, w którym się zakochała.
Serce biło jej nieco szybciej. Opanowywał ją stres. Choć liczyła się z tym, że będzie musiała zapłacić za swój błąd, bała się. Nieco spięta, zaprosiła brunetkę do środka i zaproponowała jej coś do picia.
- Nie chcę nic – odmówiła. – Mogę przejść od razu do sedna?
Lili zdobyła się jedynie na kiwnięcie głową.
- Chodzi o Zibiego – przyznała. – Specjalnie przychodzę do ciebie, bo jesteś naszą wspólną przyjaciółką i wydaje mi się, że jesteś najbardziej odpowiednią osobą do tej rozmowy.
Wiśniewska powstrzymała się od komentarza. No a kto inny byłby lepszym rozwiązaniem? Przecież to ona pocałowała siatkarza.
- Wiesz, ja go już chyba nie kocham – wyznała Roksana. – Na pewno. Na pewno go nie kocham.
Zielonooka zrobiła ogłupiałą minę. Nie takich słów się spodziewała. Ich znaczenie dotarło do niej doskonale, pozbawiając stresu. Dziewczyna nie chciała rozmawiać o tym, co zdarzyło się na domówce u Sebastiana Świderskiego. Owszem, miała problemy ze swoim związkiem, ale kompletnie innej kategorii. Blondynce ulżyło, lecz chwilę później trafiły ją kolejne emocje: ciekawość co tak właściwie stało się z miłością brunetki, zdziwienie i egoistyczna nadzieja, że jej własne życie uczuciowe ma szanse ułożyć się tak jak sobie wymarzyła. Była okropna, że pomyślała o sobie, kiedy powinna pomoc przyjaciółce.
- Jak to możliwe? – spytała rozluźniona już Lili. – Ja nic nie zauważyłam, Zibi też nie narzekał…
- Widocznie dobrze się kryłam – wzruszyła ramionami brązowooka. – Opowiem ci wszystko po kolei, ok?
- Jasne.
- Nie wiem, kiedy dokładnie to wszystko się zaczęło. Chyba jakoś rok temu zauważyłam, że nagle zaczęły mi przeszkadzać jego wyjazdy. Nie chodziło o to, że za nim tęskniłam. Ja po prostu byłam na niego zła, ze tak często nie ma go w domu. Moje koleżanki mogły w każdej chwili spotkać się ze swoimi chłopakami, a ja? Zibiego ciągle nie było. A kiedy już był, cały czas gadał o siatkówce.
- Przesadzasz – wtrąciła Wiśniewska. – Z nim można porozmawiać na każdy temat.
- Tak, masz rację – zgodziła się brunetka. – Ale zawsze ona się pojawiała, wcześniej czy później. Gdy wracał z meczy, od razu gadał o siatkówce.
- To jego zawód – usprawiedliwiła przyjaciela. – Nie możesz się temu dziwić.
- Ja to rozumiem. Tylko jednocześnie zaczynałam mieć dość. Gdzie się nie obróciłam, tam czyhała siatkówka. W czasie wolnym Zibi oglądał mecze, moi znajomi pytali mnie o siatkówkę, jakbym była jakimś guru. Nawet ludzie, których poznałam dzięki niemu, byli związani z tym sportem. To znaczy… Nie bierz mi tego za złe. Ty i twój brat macie najmniej z tym wspólnego. Oczywiście, jesteście powiązani z siatkówką, lecz przy was najmniej to odczuwałam. Jeśli zerwę z Zibim, ciebie i Wiśni będzie mi najbardziej brakować.
- Jeśli z nim zerwiesz, to nie znaczy, że masz przestać się do nas odzywać – stwierdziła blondynka.
- Wiem. Ale sama wiesz z doświadczenia, że kontakt bezpośredni nigdy nie da się zastąpić przez telefon czy internet. A ja będę tęsknić za naszymi spotkaniami. Wracając do sedna. Przesyt siatkówką to tylko jedna składowa. Gdybym kochała Zibiego, poświęciłabym się i wykrzesała z siebie więcej cierpliwości. Albo poważnie z nim porozmawiała. Na pewno znaleźlibyśmy jakieś rozwiązanie.
- Więc co zawiniło?
- Jego ciągła nieobecność. Te wszystkie mecze wyjazdowe, treningi, zgrupowania. Były okresy, że nie widywaliśmy się przez miesiąc. Oczywiście dzwoniliśmy do siebie, jednak to nie wystarczało. Nie wiem czemu to stało się po prawie czterech latach udanego związku. Zadziałała u mnie zasada „co z oczu, to z serca”. Stopniowo traciła swoje uczucia. Teraz jestem pewna, że go nie kocham.
- No nie ukrywam, że mnie zaskoczyłaś – przyznała zielonooka.
- A ja myślałam, że wszystkiego się domyślisz. Przecież ja co chwilę wysyłałam jednoznaczne sygnały.
- To znaczy?
- Chociażby ta impreza integracyjna u Świdra. Pamiętasz? Ona była pod koniec sierpnia.
No jasne, że pamiętała. Od tej imprezy wszystko się zaczęło. Skinęła jedynie głową.
- Ja na nią nie przyszłam, bo wyjechałam do rodziców. I rzeczywiście ich odwiedziłam, ale chodziło o to, żeby nie musieć przychodzić na kolejną siatkarską domówkę. Na tej prezentacji Zaksy, kiedy zemdlałaś, specjalnie zaproponowałam, że wrócę z tobą do domu. Wolałam spędzić ten czas z tobą niż znowu poznawać siatkarzy. A potem na ognisku… Pamiętasz jak zaczęliście z Wiśnią opowiadać o swoim dzieciństwie? I twojej rozpaczy, że on wyjeżdża z domu, żeby trenować? Wtedy jakoś z kontekstu Zibi powiedział, że chłopak-siatkarz to świetna sprawa, a ja mogę to potwierdzić. Nie wiem czy zwróciłaś uwagę na moją minę. Zrobiłam najbardziej wymuszony uśmiech świata. No i jeszcze wpadłaś na mnie po meczu Zaksy ze Skrą. Ty jechałaś na imprezę, a ja wracałam z zakupów. Było ewidentne, ze nie oglądałam tego spotkania. Naprawdę nic nie podejrzewałaś?
- Zdziwiłaś mnie. Nawet bardzo – potwierdziła Lili. – Ale jakoś nigdy nie miałam odwagi zapytać co to znaczyło.
„Nie miała odwagi”, jasne. Po prostu bała się, że to ma coś wspólnego z jej pocałunkiem i nie chciała się wkopać.
- A ja tylko czekałam aż mnie przyprzesz do muru. Zresztą, od naszego wspólnego oglądania meczu z Trento też się wykręciłam. Teraz już wiesz dlaczego. Jeśli rozmawialiśmy o siatkówce, ja wyłączałam się z dyskusji.
- Co teraz zrobisz? – zadała kluczowe pytanie blondynka.
- Nie mam pojęcia – stwierdziła bezradnie Roksana. – Nie chcę go skrzywdzić. Długo ze sobą byliśmy i w pewien sposób zawsze będę go kochać, ale… To już nie to samo. Moglibyśmy być oboje szczęśliwsi z inną osobą. I mam straszne wyrzuty sumienia, bo zdaję sobie sprawę, ze to ja wszystko zniszczę. Zrujnowałam mu kilka lat życia.
- Nie mów tak! – Lili zrobiło się żal przyjaciółki. – Nie możesz siebie aż tak obwiniać.
- Co ja mam zrobić? – w głosie dziewczyny zabrzmiała bezradność. – Nie chcę go zranić, ale nie chcę też tkwić tutaj.
- Posłuchaj… - odezwała się z ciężkim sercem Wiśniewska. – Nie wzięłaś pod uwagę tego, że wmawiając mu, że wszystko jest jak dawniej, też go ranisz. Powinnaś mu wyjaśnić co się stało z twoimi uczuciami i odejść. Zibi jest silny, poradzi sobie z tym.
- No i ma was. Będziecie mu pomagać, prawda?
- Oczywiście!
Roksana popatrzyła pustym wzrokiem przed siebie. Ewidentnie układała sobie w głowie wszystkie argumenty za i przeciw zerwaniu z zawodnikiem. W końcu posłała zielonookiej smutny uśmiech.
- Masz rację – stwierdziła. – Muszę to skończyć. Dziękuję ci.
- Za co?
- Za radę. Za wysłuchanie. Za to, że mnie nie osądziłaś i nie potępiłaś – wyliczała brunetka.
- Daj spokój – machnęła ręką.
- Opiekuj się nim, dobrze? – poprosiła dziewczyna.
- Zawsze będę – obiecała Lili. 

Nie oceniajcie Roksany zbyt ostro ;-; Wiem, że wszystkie tylko czekałyście na ten moment, ale ja ją tam lubiłam
Przepraszam za zaległości na Waszych blogach. Wszystko nadrobię w przyszłym tygodniu, bo z okazji ważnej rodzinnej uroczystości mam w domu istne urwanie głowy i po prostu nie miałam weny do pisania komentarzy :/ Ale w poniedziałek wszystko wróci do normy! :D