piątek, 9 sierpnia 2013

31. Szalona niedziela



Ilona ubrana w ciemne dżinsy oraz kremowy sweterek wybierała się właśnie na spotkanie ze swoją przyjaciółką. <STRÓJ> Dosyć wczesne spotkanie. Zegar nie wskazywał jeszcze jedenastej, co ogólnie rzecz ujmując było nieco dziwne. Córka prawników nigdy nie wyciągała jej tak wcześnie z domu, nawet podczas wakacji. Brązowooka jednak bardzo nalegała, a wiadomo, że kiedy Inga się na coś uprze, ciężko jest jej to wybić z głowy.
- No cześć! – przywitała się radośnie Witaszek, która miała na sobie spodnie i brązową koszulę z rękawem trzy czwarte. <STRÓJ>
- Cześć – odpowiedziała blondynka, obrzucając ją zdziwionym spojrzeniem. – Nie jest ci za gorąco?
Końcówka listopada wcale nie należała do ciepłych. Wręcz przeciwnie, było chłodno. Szarek nie wychodziła na dwór bez kurtki albo płaszcza.
- W aucie jest ciepło – wyjaśniła.
- W aucie? – powtórzyła zdezorientowana niebieskooka.
- Zabieramy cię na wycieczkę.
- My?
- No. Ja z Antkiem.
- Słucham? Wytłumacz mi co się dzieje – zażądała Ilona, zatrzymując się.
Córka prawników rzuciła jej krótkie spojrzenie. Kłopoty. Od samego początku kłopoty, ale przecież mogła się tego spodziewać.
- Po prostu chcemy cię zabrać na taki jednodniowy wypad do Wrocławia. Nie uważasz, że przyda ci się trochę rozrywki? Lubisz Antka, więc jego obecność chyba nie jest problemem. A o Natkę się nie martw. Rozmawiałam z twoimi rodzicami i oni chętnie się nią zaopiekują.
Dziewczyna milczała przez chwilę, przetwarzając otrzymane informacje.
- Dlaczego jedziemy aż do Wrocławia?
- Im dalej, tym lepiej – stwierdziła beztrosko brązowooka. – A poza tym, we Wrocławiu na pewno nie spotkamy nikogo znajomego.
- No dobra – zgodziła się Szarek.
***
Mimo, że Ilona siedziała z tyłu, cała podróż minęła trójce znajomych w miłej atmosferze. Zarówno Rouzier jak i Inga prowadzili rozmowę w taki sposób, aby blondynka także brała w niej aktywny udział. Wywiązywali się z tego zadania doskonale, stopniowo przełamując jej onieśmielenie. Biorąc pod uwagę to, co dla niej zaplanowali, było to całkiem niezłe przygotowanie.
Około dwóch godzin później siatkarz zaparkował przy ogromnej polanie na przedmieściach Wrocławia. W oddali płynęła Odra, a przy jej brzegu majaczyły się jakieś ciemne kształty.
- Czemu się zatrzymaliśmy? - -spytała zdziwiona niebieskooka.
- Wysiadamy tutaj – wyjaśniła córka prawników.
- Co?… - sapnęła zdezorientowana, ale wyszła z samochodu.
Wszyscy skierowali się w stronę rzeki. Brunet szedł jednak kilka kroków za dziewczynami. Witaszek przemawiała do przyjaciółki ściszonym, spokojnym głosem.
- Posłuchaj, tak naprawdę chodzi o coś więcej. Ten wyjazd jest nie tylko dla rozrywki. Musisz uwierzyć w siebie.
- Słucham?…
- No chyba sama przyznasz, że pewna siebie to ty nie jesteś. A od kiedy wyszła sprawa z Wiśnią…
- Słucham?! – powtórzyła blondynka, tym razem nieco głośniej i bardziej zdecydowanie. – Serio, jesteśmy tu przez niego? I powiedz jeszcze, ze wszystko mu wygadałaś – zirytowała się, wskazując na atakującego.
- Oczywiście, że nie! – zaprzeczyła Inga. – Antek uparł się, że chce z nami jechać, bo pomagał mi to wszystko zorganizować. I wiesz, jemu też zależy na tym, żeby ci pomóc. Bo tutaj nie chodzi o Wiśnię, tylko o ciebie. On ma tylko tyle z tym wspólnego, że jego pojawienie się przepełniło czarę goryczy. Ja już naprawdę nie mogę słuchać tych twoich absurdalnych wymówek. Jesteś tutaj, żeby uświadomić sobie, że jesteś tak samo szalona jak przeciętny nastolatek.
- Ja już nie jestem nastolatką – przypomniała młoda matka.
- Nie czepiaj się słówek – fuknęła brązowooka.
Przyjaciółki dotarły do celu. To co z daleka było czarną plamą, okazało się… poduszkowcem. Maszyna spoczywała na ziemi, a obok niej kręciło się kilku ludzi. Po chwili do dziewczyn podeszła trzydziestoletnia kobieta.
- To wy umawiałyście się na rejs? – zapytała.
- Tak – odpowiedziała córka prawników. – Chodzi konkretnie o koleżankę.
- Świetnie, w takim razie zapraszam – kobieta posłała blondynce uśmiech.
- Mam do tego wsiąść? Nie ma mowy!
- Och przestań – jęknęła Witaszek. – Nie umrzesz od jednego rejsu.
- To lata w powietrzu.
- Nad ziemią, a nie w powietrzu – zaprzeczyła Inga. – Nawet jeśli spadniecie, to nic się nie stanie.
- Zapewniam cię, że poduszkowiec jest sprawny – wtrąciła się trzydziestolatka. – Nic się nie stanie.
Szarek niepewnie popatrzyła na obie osoby. Po chwili bitwy z własnymi myślami, skinęła niepewnie głową. Razem ze swoją przewodniczką wsiadły na poduszkowca.
- Nie było tak źle jak mówiłaś, że będzie – odezwał się Francuz.
- Było dosyć znośnie – przyznała dziewczyna.
Dalszą rozmowę przerwał im ryk uruchomionej maszyny. Oboje obserwowali lot unoszącego się pół metra nad ziemią poduszkowca. Maszyna z każdym okrążeniem rozpędzała się coraz bardziej. Kiedy natomiast wleciała nad wodę, do uszu blondynki i Rouziera dotarł pisk ich koleżanki.
***
- Było ekstra! – mówiła podekscytowana Ilona. – A ten moment, gdy wlecieliśmy nad Odrę… Masakra! Myślałam, że będę cała morka, ale nie. To po prostu…
Niebieskooka wyrzucała z siebie słowa z zatrważającą prędkością. Ewidentnie zachwycił ja ten rejs.
- Hej, zaczekaj! – przerwał jej Antonin. – Mogłabyś mówić po angielsku? Nie wiem czy pamiętasz, ale ja polskiego jeszcze nie rozumiem. A pragnę zaznaczyć, że poduszkowce to był mój pomysł.
Córka prawników popatrzyła na niego spod oka.
- Widziałeś to spojrzenie? – zapytała. – To był znak dla ciebie, żebyś przestał się egoistycznie przechwalać.
- Które? – spytał, udając zdezorientowanego.
- To pełne zażenowania.
- Aha… A kiedy?
- Przed chwilą.
- Ahaaa! To ty o tym mówisz!
- Idiota – skomentowała.
- Ilona, możesz opowiadać – poprosił chłopak, kompletnie ignorując brązowooką.
Blondynka z rozbawieniem obserwowała ich wymianę zdań. Teraz jednak powróciła do swoich wspomnień.
- Wspaniale to wymyśliłeś – pochwaliła go. – To naprawdę świetne uczucie, ta szybkość i jeszcze fakt, że my się unosiliśmy nad ziemią. Serio, ekstra przeżycie!
***
Po obiedzie zjedzonym w jednej z wrocławskich restauracji, trójka znajomych przeszła się na spacer, którego cel nie był przypadkowy. Po piętnastu minutach stanęli przed jedną z kamienic.
- Wchodzimy tutaj. Teraz czas na moją część tego wyjazdu – powiedziała Inga.
- To to jeszcze nie koniec? – zdziwiła się Szarek.
- Nie.
- Wiesz co, mogłaś się nie chwalić – wytknął jej chłopak. – Na mnie naskakujesz, że się chwalę, a sama robisz to samo.
Brązowooka jedynie prychnęła. Poprowadziła obie osoby na trzecie piętro i zatrzymała się przed drzwiami.
- Czy ja mam rozumieć, że…? – odezwała się blondynka, wskazując tabliczkę.
Przyjaciółka z uśmiechem kiwnęła głową i weszła do środka. 

Dlaczego Wy wszystkie tak nie ufacie Antkowi i Indze? :D Przecież oni znają umiar. Ilona musiała popanikować, bo nie byłaby sobą, ale prawniczo-siatkarski duet jest kreatywny i dobrze to wykorzystuje :D
Poza tym, pragnę zaznaczyć, że jestem zirytowana tym, co zrobiłam z tym rozdziałem. Nadchodzi jedna z fajniejszych (dla mnie) serii rozdziałów w tym blogu, a moja wena poszła sobie gdzieś i nie chce współpracować .___. Nie chciałabym Wan dawać takich wypocin, zwłaszcza, że wiem, że jestem w stanie opisać to, co tutaj planuję o wiele lepiej ;|