sobota, 6 lipca 2013

26. "Co ja robię?"




- Spieszysz się gdzieś? – spytał się atakujący, zastępując jej drogę.
Dziewczyna ubrana w czarne rybaczki, fioletową bluzkę z długim rękawem, czarną kamizelkę oraz sportowe buty w tym samym kolorze, przerwała swój bieg i stanęła obok siatkarza. <STRÓJ>
- Cześć Zibi – przywitała się niepewnie.
Blondynka nie wiedziała jak się zachować. Nie więcej jak pół godziny temu przeżywała katusze, żeby przekonać swojego brata, że nic się nie stało i wychodzi pobiegać, bo się trochę stresuje szkołą. A teraz spotkała osobę, która była prawdziwą przyczyną jej podłego nastroju. Iście zajebiście.
- No cześć – odpowiedział, wbijając w nią wzrok.
Wiśniewska skuliła się pod ciężarem jego spojrzenia, modląc się jednocześnie, aby chłopak jak najszybciej zostawił ją w spokoju. Spróbowała nie wykonywać żadnych nerwowych ruchów i zachowywać się naturalnie. Nie potrafiła jednak patrzeć mu w oczy. Bała się, że w ten sposób chłopak domyśli się prawdy.
- Więc?
- Więc co? – zdziwiła się Lili.
- Powiesz mi co się dzieje? Wczoraj uciekłaś jakby się paliło, dzisiaj wyszłaś pobiegać, a wiem, że robisz to tylko, jeśli coś cię martwi.
- Nic się nie dzieje – zaprzeczyła zielonooka. – Naprawdę. Wczoraj byłam po prostu zmęczona – wzruszyła ramionami. – A dzisiaj stresuję się trochę studiami, ale to naprawdę nic poważnego.
Brunet posłał jej nieufne spojrzenie, lecz zdołała je wytrzymać. Dziewczyna niemalże odetchnęła z ulgą, gdy przyjaciel uśmiechnął się, co oznajmiało, że kupił jej historyjkę.
- Okej, to leć dalej.
Wiśniewska wyminęła sportowca i puściła się biegiem. Uświadomiła sobie, iż w obecnej sytuacji będzie zmagać się nie tylko ze swoim uczuciem do Zbyszka oraz stwarzaniem pozorów, że wszystko jest po staremu. Żeby nie zwariować, zacznie coraz częściej wychodzić z domu, a to wiąże się ze zwiększoną czujnością środkowego. Nienawidziła okłamywać brata, ale wyznanie mu prawdy w ogóle nie wchodziło w grę. Musiała wymyśleć jakieś wytłumaczenie swojej aktywności fizycznej. Im szybciej to zrobi, tym lepiej. Blondynka postanowiła, że wróci okrężną drogą.
***
- Na pewno nie idziesz ze mną? – zapytała Inga.
- Na. Pewno. – wycedziła dziewczyna.
- Oni tam właśnie kończą trening – powiedziała zachęcającym tonem. – Może kogoś spotkamy.
Szarek ubrana w dżinsy i fioletową bluzkę z długim rękawem popatrzyła na przyjaciółkę z taką miną, jakby nie wiedziała czy ma się roześmiać, czy uderzyć przyjaciółkę w twarz. <STRÓJ>
- Tym bardziej zostaję w aucie – stwierdziła blondynka.
Witaszek przewróciła oczami. Wysiadła jednak z auta i ruszyła w stronę hali.
Ilona wystukując palcami rytm piosenki puszczanej właśnie w radiu, obserwowała wyjście z szatni. Miała nadzieję, że córka prawników wróci szybciej niż siatkarze po swoich ćwiczeniach. Według Lili, zawodnicy za chwilę będą wracać do domów. Niebieskooka nie chciała nikogo spotykać. Fakt, że siedziała w samochodzie wcale jej nie pocieszał. Wręcz przeciwnie – wydawało się jej, ze to stawia ją w jeszcze gorszej sytuacji. Bała się, że nie będzie mogła uciec, jeśli ktoś do niej zagada. Bo niby gdzie? Auto przyjaciółki miało raczej ograniczoną przestrzeń. Gdyby któryś z siatkarzy otworzył drzwi, musiałaby się z nim zmierzyć.
***
Podczas gdy niebieskooka wymyślała coraz bardziej irracjonalne scenariusze, druga z dziewczyn właśnie przechodziła wzdłuż boiska. Inga, która założyła tego dnia na siebie czarne spodnie, bladożółtą koszulkę i ciemny sweterek w paski, po raz kolejny spełniała rolę pośrednika pomiędzy swoimi rodzicami a klubem. <STRÓJ> Ostatnie dni były czasem szczególnie wzmożonej współpracy. Próbowano rozwiązać problemy Elviego Contrerasa z dostaniem się do Polski. Zawodnik co prawda podpisał kontrakt z Zaksą, lecz ze względów politycznych nie pozwalano przekroczyć mu granic Unii Europejskiej. Nałożona na niego karencja powoli dobiegała jednak końca, w związku z czym częstotliwość kontaktów prawników z zarządem klubu wzrosła. Blondynka przyjechała na Mostową, aby przekazać Sabinie Nowosielskiej kilka dokumentów do podpisania.
***
Łukasz wyszedł z szatni zamyślony. Napięcie spowodowane wyczynami jego siostry nieco opadło. Pod tym względem byli do siebie podobni – wysiłek fizyczny pomagał w radzeniu sobie z negatywnymi emocjami, choć u Wiśniewskiej wyglądało to trochę lepiej. Dla blondyna codzienne treningi są po prostu częścią pracy, więc nie przynosiły mu takiej ulgi jak Lilce. Niemniej jednak, udało mi się uspokoić.
Fakt, że dziewczyna zachowywała się jakoś dziwnie przez ten weekend. Uciekła z domówki u Zibiego i naprawdę długo wczoraj biegała. Ale może rzeczywiście przesadzał? Przecież w sobotę mogła być zmęczona, a w niedzielę zwyczajnie straciła poczucie czasu. Musiał jej zaufać. Dogadywali się na tyle dobrze, że blondynka nie miała powodu go okłamywać. Gdyby działo się coś poważnego, powiedziałaby mu o tym. W końcu, taki był warunek jej pobytu w Kędzierzynie – w razie jakichkolwiek kłopotów zwracała się do środkowego. Sama wpadła na ten pomysł, żeby ostatecznie przekonać rodziców o swojej decyzji, żeby z nim zamieszkać. Wiśniewska nigdy nie łamała złożonych obietnic.
Dopiero, kiedy podszedł do swojego samochodu, zauważył zaparkowanego parę metrów dalej Citroena i siedzącą w nim dziewczynę, którą od razu rozpoznał.
***
Ilona obserwowała Wiśniewskiego od momentu, gdy pojawił się w drzwiach prowadzących na zaplecze hali. W myślach błagała go, żeby w ogóle nie patrzył w jej stronę. Im bardziej jednak zbliżał się do auta córki prawników, tym szybciej było serce niebieskookiej. A kiedy zawodnik popatrzył na nią, zrobiła coś zupełnie niezrozumiałego. Podniosła rękę i… pomachała mu.
Chłopak uśmiechnął się, odwzajemnił gest, a następnie wsiadł do samochodu, aby wrócić do domu. Blondynka natomiast ze zdziwieniem zerknęła na swoją dłoń.
Czy tobie totalnie odwaliło?, skarciła się. Rany, jestem taką kretynką.
Na serio, co ona w ogóle wyprawia? Szkoda, że nie wybiegła z tego samochodu i nie rzuciła się mu w ramiona. Nie rozumiała dlaczego mu pomachała. Wstydziła się tego. To było tak całkowicie żałosne!
***
Inga wracała do auta. Przechodząc obok szatni, spotkała Antonina.
- Siemka! Przyszłaś mnie odwiedzić? – zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Nie.
Francuz podszedł do córki prawników i objął ją ramieniem.
- A tam, gadasz – zbagatelizował. – Na pewno chcesz mnie porwać na randkę.
Biorąc pod uwagę to jak trzymasz łapsko, to raczej ty mnie chcesz gdzieś porwać. Zabieraj tą rękę. W głowie dziewczyny momentalnie stworzyła się odpowiedź. Problem tkwił jednak w tym, że nijak nie chciała ona przejść jej przez gardło.
- Na pewno nie – zdobyła się jedynie na pogardliwe prychnięcie.
- Okej, w takim razie ja cię porwę.
- Muszę zawieźć te dokumenty rodzicom.
- Nie przejmuj się – Rouzier uśmiechnął się krzywo. – Nie chciałem zrobić tego teraz. Ale miło wiedzieć, że nie mówisz „nie”.
Chłopak ulotnił się, zostawiając blondynkę w szoku. Witaszek wsiadła do samochodu tak bardzo pochłonięta we własnych myślach, że nie zauważyła rozkojarzenia przyjaciółki. Inga skupiła się na sobie, starając się znaleźć wytłumaczenie swojego zachowania. Dlaczego dotyk siatkarza wpłynął na nią tak paraliżująco? To nie było normalne. Powinna mu jakoś bardziej zdecydowanie odpyskować. Przecież nawet wiedziała co chce mu powiedzieć!
Że już nie wspomni o tym objęciu. Czemu nie odsunęła ego ramienia? To nic trudnego. A na dodatek obiecał jej, ze zaprosi ją na randkę. O co w ogóle chodzi? Do tej pory raczej kłócili się niż flirtowali. Nie rozumiała go.
I wkurzało ją, że znowu zwyciężył w ich słownej potyczce. Inga nie lubiła przegrywać. 

Tytuł rozdziału pasuje do mojej sytuacji. Co ja robię z tym blogiem? Przepraszam! Strasznie Was wszystkich przepraszam, że zrobiłam tutaj taki straszny, dwumiesięczny zastój. Nie wiem jak się wytłumaczyć. Nie wiem nawet czy chcecie te wytłumaczenia czytać. I w ogóle czytać - tego bloga. Najpierw mnie przytłoczyło pisanie pracy licencjackiej, potem nauka na egzaminy, a jak to wszystko się skończyło moja wena nie była łaskawa we współpracy. Po półtoramiesięcznej przerwie nie jest łatwo wrócić. Wręcz przeciwnie. Strasznie tęskniłam za Iloną, Ingą i rodzeństwem Wiśniewskich z resztą bohaterów i naprawdę chciałam znowu tworzyć ich przygody, ale chęci to za mało ;-; Teraz już jestem, mam nadzieję, że do końca całej tej opowieści żadnych przestojów już sobie i Wam nie zafunduję. I chciałam bardzo podziękować wszystkim osobom, które się pytały o rozdział - to mnie buduje na duchu. 
Ps. Paulina i Kadia - ja Wam chyba jakiś wielki bukiet wdzięczności wyślę!