piątek, 1 marca 2013

16. Pomoc Ilony




Na twarzach blondynek i reszty studentów zgromadzonych na ćwiczeniach z historii prawa malowało się szczerze zdumienie. Filiżankowska dała sobą manipulować niczym dziecko. Z początkowej oceny trzy plus nagle zrobiła się czwórka z plusem tylko dlatego, że doktorant zwrócił uwagę na kilka zalet. Co więcej, prowadząca pożegnała się z nimi i najzwyczajniej w świecie opuściła salę.
- Eee, czy to znaczy, że jest koniec zajęć? – zapytała niepewnie Inga.
- Tak – skinął głową szatyn.
Po pomieszczeniu przetoczył się radosny pomruk. Sala opustoszała w ekspresowym tempie, jakby wszyscy bali się, że za chwilę Filiżankowska wróci i poprowadzi ćwiczenia. W pokoju zostały tylko trzy koleżanki oraz Damian, który zabrał się za rozłączanie laptopa.
- Dzięki, że wywalczyłeś dla nas lepszą ocenę – odezwała się brązowooka.
- Właśnie, dziękujemy – powiedziała Wiśniewska.
Chłopak uśmiechnął się do nich.
- Nie ma za co. Myślałem, że sami się obronicie. Wiecie, pani profesor zawsze zaniża stopnie. Trzeba się o nie wykłócić, podając kilka zalet. Ona nigdy sama z siebie nie postawi czwórki.
- Nie wiedziałyśmy o tym – przyznała Witaszek.
- No to pamiętajcie na przyszłość. Pani profesor jest naprawdę w porządku, macie szczęście, że na nią trafiłyście. Nie trzeba siedzieć półtorej godziny na zajęciach, tylko wystarczy zrobić prezentację i można iść do domu.
- I bardzo dobrze, bo te ćwiczenia są zdecydowanie za późno – stwierdziła Inga.
- Uroki życia studenta – wzruszył bezradnie ramionami. – Wychodzicie, czy mam was tu zamknąć? – zażartował.
***
Niedzielnego Ilona ubrana w czarne dresowe spodnie i szarą bluzkę zasiadła przed telewizorem, aby obejrzeć mecz Zaksy. <STRÓJ> Kędzierzyńska drużyna grała wyjazdowe spotkanie z Lotosem Trefl Gdańsk. Blondynka z przejęciem obserwowała poczynania zawodników z całych sił kibicując swojemu ukochanemu zespołowi. Kiedy w pierwszym secie, przy piłce setowej dla Zaksy, Michał Ruciak został zmieniony przez Wiśnię, dziewczyna poczuła dziwną pustkę w swoim brzuchu. A gdy kilka chwil później właśnie on zablokował atak Gdańszczan, dając tym samym zwycięstwo w pierwszej partii, w niebieskooką trafiła mieszanka uczuć.
Z jednej strony cieszyła się z zakończonego seta, ale ta radość była podszyta dodatkowymi emocjami. To irracjonalne, lecz Szarek odczuwała coś w rodzaju podwójnego szczęścia – bo to brat jej koleżanki, a nie ktoś inny zdobył ten punkt. Na dodatek nie potrafiła oderwać spojrzenia od jego twarzy, na której malował się uśmiech.
Ilona nie roztrząsała tej sytuacji, zbyt bardzo pochłonięta meczem. Nie zwróciła uwagi na fakt, że wodzi wzrokiem po ekranie, żeby wypatrzeć siatkarza z dziesiątką. Była zadowolona, kiedy na jednym z czasów kamerzysta Polsatu ustawił się w taki sposób, że miała idealny widok na środkowego słuchającego rad trenera. Uśmiechała się za każdym razem, gdy został wpuszczony na boisko.
Dopiero po meczu uświadomiła sobie jak nienormalnie na niego reagowała. Nie ulegało wątpliwości, że traktowała go inaczej niż resztę zawodników i ani trochę się jej to nie podobało. Nie wiedziała co się z nią stało, ale musiała przestać. Przecież on się niczym nie wyróżniał, więc dlaczego tak reagowała na jego widok? Nie chciała, żeby to się działo. Nie miała pojęcia do czego doprowadzi ja takie zachowanie, dlatego nie mogła pozwolić, żeby ono nadal trwało. Poza tym, nigdy wcześniej nie przeżywała czegoś podobnego, a dziewczyna trochę bała się nieznanego. Zdecydowanie wolała swoją poukładaną, lecz pozbawioną niespodzianek egzystencję.
***
Lili ubrana w ciemne dżinsy i prostą, szarą bluzkę czekała na swoją koleżankę, po którą zadzwoniła w przypływie nagłej desperacji. <STRÓJ> Blondynka bowiem od rana próbowała się nauczyć czegokolwiek na łacinę. Drobicz zapowiedział pierwsze kolokwium. Problem w tym, że zielonooka kompletnie nie potrafiła zrozumieć tego języka. Starała się, ale zawsze kończyło się na bezowocnych próbach. W końcu zdecydowała się poprosić o pomoc jedną z koleżanek. Zadzwoniła do Ilony i wytłumaczyła swoją sytuację. Nie umiała zupełnie nic, a czas naglił – tym bardziej, że w sobotę szła razem z zawodnikami Zaksy na ognisko, a sprawdzian miała pisać w poniedziałek. Na szczęście dziewczyna zgodziła się do niej przyjechać i wyjaśnić łacińskie reguły.
Kilka chwil później Wiśniewska przywitała się z blondynką ubraną w dżinsy, biały top i sweterek w tym samym kolorze. <STRÓJ>
- Dziękuję, że mi pomagasz – powiedziała Lili, prowadząc ją do swojego pokoju. – Bez ciebie dostałabym szmatę.
- Przestań, przecież jeszcze nawet nie zaczęłam. Może się okazać, ze nie pomogę ci nic zrozumieć – zaśmiała się niebieskooka.
- Nie no, daj spokój. Na pewno coś mi wyjaśnisz.
Szarek uśmiechnęła się i usiadła przy biurku, zaczynając wspólną naukę.  Tłumaczyła koleżance kolejne aspekty łaciny, tracąc poczucie czasu, nie zauważyłam, kiedy minęły dwie godziny. Dopiero męski głos wyrwał ją z zamyślenia.
- Lilka, mam dla ciebie wiadomość – odezwał się sportowiec, wchodząc do pomieszczenia, które zajmowały dziewczyny. – O, cześć Ilona – przywitał się ze zdziwieniem.
Blondynka rzuciła mu przelotne spojrzenie.
- Cześć – odpowiedziała niepewnie.
- Łukasz, zrobisz nam coś do picia? – poprosiła Wiśniewska. – Mózg mi się już lasuje.
- Jasne – zgodził się. – A co chcecie?
- Lubisz kawę? – zapytała zielonooka swoją koleżankę.
- Tak.
- Ej, to może spróbujesz jego wymysł? – wskazała na brata. – On robi naprawdę zajebistą kawę.
Szatek popatrzyła na siatkarza. Ten uśmiechnął się do niej.
- Okej, niech będzie. Dla mnie nie ma problemu – oświadczyła, starając się wypaść naturalnie.
Momentalnie jednak zauważyła, że w ogóle jej to nie wyszło. Nie dość, że plotła bez sensu, to na dodatek jej głos zabrzmiał strasznie piskliwie i sztucznie. Nie wiedziała dlaczego tak się stało, ale speszyła się jeszcze bardziej. Jakby jego obecność niewystarczająco mocno wpędziła ją w zakłopotanie i skrępowanie. Postanowiła zamilknąć, przekonana, że to najlepszy sposób, by się więcej nie poniżyć.
Kiedy kilka minut później chłopak postawił przed nią kubek z parującym napojem, mruknęła niewyraźne „dzięki”.
- Co wy w ogóle robicie? – spytał, zerkając na notatki rozłożone na stole.
- Ilona tłumaczy mi łacinę – odpowiedziała mu siostra. – Nie dałam rady sama tego ogarnąć.
- Ona przynajmniej coś pojmuje czy zupełnie nic? – zwrócił się do niebieskookiej.
Blondynka parsknęła śmiechem, choć jednocześnie czuła na sobie jego wzrok. Nie odważyła się jednak na niego spojrzeć.
- Jasne, że pojmuje – popatrzyła się na koleżankę. – Nawet całkiem nieźle.
Na szczęście jej głos był już normalny. Mimo to, wciąż nie miała zamiaru udzielać się w tej rozmowie. Szczerze mówiąc, nie mogła się doczekać aż on sobie pójdzie. Z braku lepszego zajęcia, upiła łyk przygotowanej przez niego kawy.
W podniebienie dziewczyny trafiła cudowna mieszanka smaków. Nie wiedziała czego on dodał do napoju, ale efekt był fenomenalny. Nigdy wcześniej nie spotkała się z tak pyszną kawą. Przez chwilę nawet pomyślała, że może warto się z nim zakolegować, aby częściej przygotowywał dla niej swój specjał, ale równie szybko odrzuciła ten pomysł. Nie wytrzymałaby tego nerwowo. Nie miała pojęcia dlaczego, ale on onieśmielał ją znacznie bardziej niż każdy inny chłopak. Choć spotkała go tylko dwa razy, wydawało się jej, ze kolejne kontakty z nim wpędzą ją w narastający stres zamiast przełamać lody.
- I jak ci smakuje? 0 zainteresował się zawodnik?
- Kawa? Jest cudowna – przyznała, uśmiechając się, lecz nadal unikając kontaktu wzrokowego. – Naprawdę, jest po prostu świetna.
Wiśniewski wyprostował się z dumą.
- Cieszę się.
- Wspomniałeś, że masz dla mnie wiadomość –przypomniała Lili.
- A tak. Od Zibiego – powiedział blondyn. – On wyraża nadzieję, ze przyjdziesz na mecz i przekrzyczysz resztę hali, kibicując mu.
Dziewczyna roześmiała się.
- Jasne, on na pewno użył wulgaryzmów – prychnęła.
- Taaak – kiwnął głową jej brat. – Ale nie chce demoralizować Ilony – posłał jej spojrzenie.
- Proszę cię, to już nie ten wiek – skomentowała zielonooka.
Szarek się jedynie uśmiechnęła. Zdawała sobie sprawę, że powinna odpowiedzieć, ale nie miała pojęcia co. Nie chciała palnąć głupstwa, więc wolała pomilczeć.
- Ilona, a ty będziesz dzisiaj na meczu? – zapytał środkowy.
- Tak – potwierdziła. – My mamy z Ingą karnety.
- To super! Może się gdzieś zobaczymy – stwierdził chłopak. 

Przepraszam za wszystkie opóźnienia moich komentarzy. Dzisiaj wszystko nadrobiłam, zostały mi tylko te najświeższe rozdziały dodane dziś.  Ten tydzień był dla mnie zdecydowanie za straszny, uczyłam się ostro na poprawę z fizjologii. Na szczęście zdałam, więc teraz już powinnam być w miarę na czasie (a przynajmniej postaram się) :P 
Poza tym, nie mam pojęcia czy w łacinie są jakieś reguły albo cokolwiek do tłumaczenia innym. Jedyna łacina z jaką się zetknęłam to ta biologiczna, a tam raczej nie było nic skomplikowanego. Jednakże na potrzeby rozwijającej się miłości Ilony i Wiśni, przymknijmy na to oko, dobra?