piątek, 1 lutego 2013

12. Kłopoty z chłopakami




Kiedy Lili obudziła się, w mieszkaniu, które dzieliła z bratem, panowała cisza. Dziewczyna przeciągnęła się i zerknęła na zegar. Było parę minut po dziesiątej, więc Łukasz właśnie miał trening. I bardzo dobrze, bo blondynka potrzebowała spokoju. Wiśniewska, ubrana w różową koszulkę i spodnie w kolorowe, podłużne paski, opatuliła się szczelniej kołdrą. <STRÓJ>
Od samego początku wiedziała, że ten pocałunek ze Zbyszkiem nie przyniesie niczego dobrego. Przez cały miesiąc dręczyły ją wyrzuty sumienia. Najgorzej było przez pierwsze dwa tygodnie po feralnej imprezie. Później poczucie winy stopniowo traciło na ile i gdy myślała, że się od niego uwolni, pojawił się kolejny problem. Zielonooka nietypowo reagowała na swojego przyjaciela.
Zaczęło się od tego omdlenia. Kiedy siedzieli w czwórkę w pokoju rehabilitacyjnym, jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem bruneta, a jej puls przyspieszył. Oczywiście, mogła sobie wmawiać, że to skutek utraty przytomności, ale jaki w tym sens? Zwłaszcza, że podobne emocje spotkały ją, gdy chłopak pocałował ją w policzek. No i do tego wszystkiego dochodził wczorajszy spacer. Czuła się źle, patrząc na Roksanę i Bartmana. Nigdy wcześniej żadna z tych rzeczy jej nie poruszała.
Przypuszczała, że to wszystko dzieje się, ponieważ na imprezie integracyjnej popełnili błąd. Nie rozumiała tylko, dlaczego jego konsekwencje dają o sobie znać w taki sposób. Wyrzuty sumienia były normalne, ale przyspieszone bicie serca tylko dlatego, że przywitali się jak tysiące innych razy? Bo popatrzyli sobie w oczy? Przecież nigdy nie traktowała jakoś specjalnie szczególnie tych gestów. Wkurzało ją, że nie potrafiła się zachowywać normalnie. Chciała się dalej przyjaźnić z chłopakiem w takiej formie jak dotychczas. Nie marzyła o żadnych zmianach albo ulepszeniach. Problem jednak w tym, że jej ciało reagowało inaczej niż umysł i nie miała pojęcia jak to naprawić.
Szczerze mówiąc, zazdrościła Zibiemu. Wyglądało na to, że atakujący po prostu nie pamięta ich pocałunku. Nie dał jej żadnego znaku, że wie, co stało się w domu Świderskiego. Traktował ją tak samo jak zawsze, nie zmienił także swojego stosunku wobec Roksany. A przecież gdyby był świadomy swojego czynu, też miałby poczucie winy. Tymczasem w ich związku układało się dobrze.
Oczywiście, nie mogła go za to winić. Wręcz przeciwnie, po kilku dniach doszła do wniosku, że takie rozwiązanie jest najlepsze. Unikała dzięki temu trudnej rozmowy. No i co mogła mu powiedzieć? To jasne, że popełnili błąd i że ten pocałunek nic między nimi nie zmienia. Poza tym, atmosfera też na pewno zagęściłaby się i oboje byliby w niezręcznej sytuacji. Istniałaby też większa szansa, że jego ukochana zauważyłaby, że coś jest nie tak i odkryłaby prawdę. A po co miałaby ją znać? Przecież siatkarz kochał brunetkę, a tamten incydent nie zaliczał się do zdrady, lecz do zabawy. Bardzo głupiej, ale zabawy.
Musiała jakoś wydostać się z kłopotów spowodowanych tym czynem. Im szybciej to zrobi, tym lepiej dla wszystkich. Problem tkwił w tym, że jeszcze nie wiedziała jak to zrobić. I nie mogła do nikogo zwrócić się o radę. Trzy najbliższe jej osoby: Zbyszek, Roksana i Łukasz odpadały w przedbiegach. Pierwsza dwójka była bezpośrednio zaangażowana w całą sprawę, a brat mógłby zareagować bardzo nieprzewidywalnie. Poza tym, wolała mu o niczym nie mówić. W tym przypadku powinna zachować prawdę dla siebie.
***
Około dwunastej Ilona przebrała się w biały top na ramiączkach, cienki, biały sweterek i spodnie. <STRÓJ> Dziewczyna właśnie szła odebrać córkę z przedszkola. Ponieważ dzisiejszy piątek miała wolny, postanowiła, że zabierze Natkę przed leżakowaniem, aby spędzić z nią trochę czasu. Od kiedy zaczęła studiować, część jej obowiązków spadła na jej rodziców. To oni zajmowali się małą pod nieobecność niebieskookiej. Blondynka była im niezmiernie wdzięczna za tą pomoc.
Od samego początku mogła na nich liczyć. Kiedy w wieku czternastu lat popełniła ten okropny błąd i zaszła w ciążę, jej mama i tata nie odwrócili się od niej. Wspierali ją z całych sił. Nie wypominali, że będą musieli utrzymać pięć osób zamiast czterech. Ilona bowiem miała jeszcze starszą o siedem lat siostrę, Emilię. Dziewczyna zresztą i tak wyemigrowała ze swoim narzeczonym do Holandii przed narodzinami Natki.
Najbardziej jednak była im wdzięczna za to, że zgodzili się na przeprowadzkę. Wiedziała jak wiele kosztuje ich opuszczenie Zielonej Góry i zamieszkanie w odległym o ponad trzysta kilometrów Kędzierzynie. W mieście, gdzie nikt ich nie znał, musieli rozpocząć wszystko od nowa. Tylko blondynka cieszyła się z takiego rozwiązania. W Zielonej Górze zbyt dużo rzeczy kojarzyło się z tym, co przeżyła. W Kędzierzynie natomiast mogła symbolicznie odciąć się od przeszłości i zacząć kolejny, lepszy etap swojego życia. W o wiele gorszej sytuacji znaleźli się jej rodzice, którzy musieli poszukać pracy, przystosować się do nowego otoczenia i zdobyć znajomych. Wszystko jednak zakończyło się dobrze, a rodzina Szarków zadomowiła się w niewielkim opolskim mieście.
- Cześć – męski głos wyrwał niebieskooką z rozmyśleń. Zaskoczona dziewczyna rozejrzała się wokół siebie.
Rouzier. No świetnie, tylko jego tu brakowało.
- Cześć – przywitała się, błagając jednocześnie w myślach, aby brunet jak najszybciej zostawił ją w spokoju.
Ilona nie lubiła towarzystwa chłopaków. Oni odbierali jej i tak marną pewność siebie. Czuła się przy nich bardzo niekomfortowo, więc zazwyczaj unikała płci przeciwnej jak ognia. Przyzwyczaiła się, że rozmawia tylko z dziewczynami. Kiedy pojawili się koledzy, albo w ogóle się nie odzywała, albo odchodziła w inne miejsce. Od momentu, w którym zaszła w ciążę, zwątpiła we wszystkich mężczyzn. Izolowała się od nich coraz mocniej, aż w końcu doszła do wniosku, że nie potrafi z nimi normalnie gadać. Inga kiedyś stwierdziła, że przyjaciółka się ich boi, a blondynka musiała przyznać jej rację. Bała się chłopaków, czuła przy nich niepewnie i nie wiedziała jak się wobec nich zachowywać. Nic więc dziwnego, że unikała przedstawicieli płci przeciwnej.
- Gdzie idziesz? – zainteresował się brunet.
- Odebrać Natkę z przedszkola – wyjaśniła. – A ty? Mieszkasz gdzieś w okolicy?
Niebieskooka bezwiednie zadała pytania, po chwili uświadamiając sobie, że popełniła błąd. Przecież teraz nie pozbędzie się go tak szybko.
- Byłem u Jurija pożyczyć płyty DVD – powiedział Anto. – Fanatyk, ma wszystkie sezony…
- Masz na myśli Jurija Gladyra? – wtrąciła się.
- Tak – kiwnął głową. – Tu niedaleko jest jego blok.
- Rozumiem. On ci dał jakiś serial?
- Trzeci sezon Supernatural. Wyobraź sobie, że on ma płyty z wszystkimi siedmioma sezonami i czeka na ósmy.
Ilonie zabłysnęły oczy, a na ustach pojawił się uśmiech.
- Oglądasz Supernatural? – ożywiła się. – To mój ulubiony serial!
Przez następne kilka minut oboje wymieniali uwagi na temat głównych bohaterów i spraw z jakimi musieli się zmierzyć. Kiedy się ze sobą żegnali, dziewczyna z lekkim zaskoczeniem doszła do wniosku, że dobrze się jej rozmawiało z Francuzem. Oczywiście nie zmieniła swojego nastawienia do płci przeciwnej, a przy siatkarzu poczuła się swobodnie tylko dlatego, że mówili o wspólnych zainteresowaniach, ale to i tak było całkiem nowe doświadczenie w jej życiu, i chyba powinna zaliczyć je do tych pozytywnych.
***
Na sobotni mecz Zaksy z Politechniką Warszawską Inga ubrała się w białe spodnie, luźną brązową bluzkę z rękawem trzy czwarte oraz brązowe buty na koturnie. <STRÓJ> Czekając na przyjaciółkę, która wyjątkowo miała przyjechać autobusem, a nie autem razem z nią, stanęła przy barierce, obserwując rozgrzewkę obu drużyn.
Kiedy podszedł do niej Antonin, zachowała obojętną minę. Rzuciła mi nic nie mówiące spojrzenie.
- Przyszłaś mi kibicować – ucieszył się brunet.
- Nie tobie, tylko Zaksie – sprostowała brązowooka. – Ale fajnie wiedzieć, że tak ci zależy na moim wsparciu.
- Tylko sobie nie wyobrażaj zbyt dużo, to ty udawałaś, że pomyliłaś pokoje, żeby zobaczyć mnie bez koszulki. Słyszałem, że studiujecie z Lili razem.
Blondynka zamierzała mu odpyskować, ale nagła zmiana tematu zbiła ją z tropu. Czemu atakujący zaczął o jej nowej koleżance? Bo raczej trudno wyobrażać sobie, że ma na myśli kogoś innego niż Liliannę Wiśniewską. To imię jest dosyć rzadkie, poza tym zgadzały się pozostałe okoliczności.
- Skąd ty znasz Lili? – zapytała szczerze zdziwiona Witaszek.
- No przecież ona… - zaczął chłopak i gwałtownie przerwał. – Ty nic nie wiesz! O rany, ty nic nie wiesz! – sportowiec uśmiechnął się szeroko.
- O co ci znowu chodzi? – warknęła zirytowana Inga.
- Powiedziałbym ci, ale Lili chyba bardziej zasługuje, żeby zobaczyć twoją minę. Wracam na rozgrzewkę, na razie! – pożegnał się i odszedł, chichotając pod nosem.
Dziewczyna odprowadziła go wzrokiem pełnym współczucia. Antonin Rouzier naprawdę był dzieckiem specjalnej troski. 

Moja sesja jest zaliczona w 66%. Jeszcze tylko fizjologia zwierząt i będę najszczęśliwsza na świecie, naprawdę. Poza tym, wiem, ze wszyscy myśleli, że Ilona i Inga poznają dziś Wiśnię, ale musicie się uzbroić w trochę cierpliwości ;)